Wiersze dla dzieci

Wiersze dla dzieci

WĄŻ - KALIGRAF

Daleko, w krainie Goa,
Żył bardzo długo wąż boa,
Który przedziwnym trafem
Był świetnym kaligrafem.

Miał jednak tę naturę,
Że liter nie pisał piórem.
Pióro - rzecz nauczycielska,
On zaś litery niektóre
Tworzył wprost z własnego cielska.

Kiedy więc barana zjadał,
W literę Be się układał,
A kiedy lwa brał na cel,
Zwijał się w literę eL.

Żeby zgruchotać panterę,
Tworzył z siebie Pe literę,
A gdy na szakala szedł,
Skręcał się cały w eS-Zet.
I tylko spotkawszy żyrafę
Popełnił gafę, kiedy gniótł jej grzbiet,
Bo chociaż był kaligrafem,
Nie wiedział, jak kropkę postawić nad Zet.

Tak oto w krainie Goa
Poczynał sobie wąż boa
I sto lat jeszcze przeżyłby chyba,
Lecz go wreszcie myśliwy przydybał.
Wąż nie zdążył poruszyć łbem.
Pif-paf! - i już leżał nieżywy.
Leżał w kształcie litery eM.
Na znak, że go zabił myśliwy.



WIELBŁĄD I HIENA

Jak to czynił wiele razy,
Szedł raz wielbłąd do oazy,
A na grzbiecie niósł swe skarby:
Dwa ogromne, piękne garby.

Zobaczyła go hiena:
"To dopiero śmieszna scena!
Inny już ze wstydu zmarłby,
Gdyby dźwigał aż dwa garby.
Toż pokraka czworonożna,
Pęknąć wprost ze śmiechu można!"

Wielbłąd spuścił tylko oczy,
A hiena za nim kroczy
I wyśmiewa się bez przerwy,
Wielbłądowi szarpiąc nerwy.

To go wreszcie tak zgniewało,
Że zebrawszy siłę całą
Na hienę wpadł, a przy tym
Tylnym kopnął ją kopytem,
Na pustynię dając susa.

- Nie wyśmiewaj się z garbusa!



WIEWIÓRKA I BÓBR

Była raz wiewiórka mała,
Co skakała i biegała,

Ale zwykły marsz ją nużył,
Unikała więc podróży.

"Droga przecież bywa długa
I wiatr bywa, i szaruga,

Zmarznąć mogę, zmoknąć mogę,
Gdybym miała hulajnogę,

Odbywałabym podróże
Nawet bardzo, bardzo duże,

Lecz niestety, hulajnoga
Jest podobno dosyć droga.

Pójść do bobra nie zawadzi,
Może on mi coś poradzi."

Bóbr powiedział tak: "Do mieszka
Kładź orzeszek do orzeszka,

Potem z mieszkiem idź do Warki,
Gdzie co tydzień są jarmarki.

Tam za twoje oszczędności
Każdy da z pewnością coś ci

I za miesiąc już bez mała
Hulajnogę będziesz miała."

Tak rzekł mądry bóbr. Wiewiórka
W gąszcze leśne dała nurka.

Nikt z was chyba dobrze nie wie,
Co się dzieje w dziupli w drzewie.

Tam wiewiórka właśnie mieszka,
Tam orzeszek do orzeszka

Składa pilnie i w cichości
Liczy swoje oszczędności.

Gdy już miała trzy torebki,
Pewien zając, dosyć krzepki,

Porzuciwszy swoje harce
Pomógł jej. Wiewiórka w Warce

Wszystkie swoje sprawy w sklepie
Załatwiła jak najlepiej.

Teraz jedzie, jedzie drogą,
Jedzie własną hulajnogą

Aż za Kraków, aż za Miechów,
Gdzie jest w lasach moc orzechów.



WIOSENNE PORZĄDKI

Wiosna w kwietniu zbudziła się z rana,
Wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana,
Lecz zajrzała we wszystkie zakątki:
- Zaczynamy wiosenne porządki.

Skoczył wietrzyk zamaszyście,
Pookurzał mchy i liście.
Z bocznych dróżek, z polnych ścieżek
Powymiatał brudny śnieżek.

Krasnoludki wiadra niosą,
Myją ziemię ranną rosą.
Chmury, płynąc po błękicie,
Urządziły wielkie mycie,
A obłoki miękką szmatką
Polerują słońce gładko,
Aż się dziwią wszystkie dzieci,
Że tak w niebie ładnie świeci.
Bocian w górę poszybował,
Tęczę barwnie wymalował,
A żurawie i skowronki
Posypały kwieciem łąki,
Posypały klomby, grządki
I skończyły się porządki.



WŁOS

Pan starosta jadł przy stole,
Naraz patrzy - włos w rosole.
Krzyknął więc na cały głos:
"Chciałbym wiedzieć, czyj to włos!

Co to jest za zwyczaj taki,
Żeby w zupie były kłaki?
Starościno, co chcesz, rób,
Ja nie jadam takich zup!"

Starościna aż pobladła,
Z przerażenia z krzesła spadła,
Patrzy w talerz: marny los,
Rzeczywiście - w zupie włos.

Wpadła z krzykiem na kucharza:
"Że też taka rzecz się zdarza,
Włos w rosole, ładna rzecz -
Niech pan sobie idzie precz!"

Kucharz zgubił okulary,
Włożył buty nie do pary,
Do talerza wetknął nos:
Rzeczywiście - w zupie włos.

Wstyd okropnie starościnie,
Dowiedziano się w rodzinie,
Że starosta nie chce jeść,
Przybiegł wuj i stryj, i teść.

Teść przybliżył się do misy
I powiada: "Jestem łysy,
Włos na pewno nie jest mój.
Może wie coś o tym wuj?"

Wuj z kieszeni wyjął lupę
I przez lupę bada zupę:
"Widzę włos, lecz nie wiem czyj,
Może zna się na tym stryj."

Stryj przybliżył się do stołu,
Zajrzał bacznie do rosołu,
Po czym gwizdnął niby kos:
"Znam się na tym - to jest włos."

Sprowadzono geometrę,
Żeby zmierzył centymetrem
I powiedział wszystkim wprost,
Co to w zupie jest za włos.

Geometra siadł za stołem,
Mierzył, liczył coś z mozołem,
Zużył kartek cały stos
I powiedział: "To jest włos!

Ja się na tym nie znam, lecz czy
Nie pomoże sędzia śledczy?
Węszę tutaj zbrodni ślad,
Skoro włos do zupy wpadł."

Sędzia śledczy sprawę zbadał
I powiada: "Trudna rada,
Muszę w sprawie zabrać głos,
Proszę państwa, to jest włos."

Wtem ktoś myśl wysunął nową:
"Trzeba wezwać straż ogniową."
Pan starosta zmarszczył twarz:
"Może być ogniowa straż."

Przyjechali wnet strażacy,
Raźnie wzięli się do pracy
I wyjęli z zupy włos:
Taki to był włosa los!



WRONA I SER

"Niech mi każdy powie szczerze,
Skąd się wzięły dziury w serze?"

Indyk odrzekł: "Ja właściwie
Sam się temu bardzo dziwię."

Kogut zapiał z galanterią:
"Kto by też brał ser na serio?"

Owca stała zadumana:
"Pójdę, spytam się barana."

Koń odezwał się najprościej:
"Moja rzecz to dziury w moście."

Pies obwąchał ser dokładnie:
"Czuję kota: on tu kradnie!"

Kot udając, że nie słyszy,
Miauknął: "Dziury robią myszy."

Przyleciała wreszcie wrona:
"Sprawa będzie wyjaśniona,

Próbę dziur natychmiast zrobię,
Bo mam świetne czucie w dziobie."

Bada dziury jak należy,
Każdą dziurę w serze mierzy,

Każdą zgłębia i przebiera -
A gdzie ser jest? Nie ma sera!

Indyk zsiniał, owca zbladła:
"Gwałtu! Wrona ser nam zjadła!"

Na to wrona na nich z góry:
"Wam chodziło wszak o dziury.

Wprawdzie ser zużyłam cały,
Ale dziury pozostały!

Bo gdy badam, nic nie gadam,
I co trzeba zjeść, to zjadam.

Trudno. Nikt dziś nie docenia
Prawdziwego poświęcenia!"

Po czym wrona, jak to ona,
Poszła sobie obrażona.



WYSSANE Z PALCA

       Pan Wincenty ten zwyczaj miał,
       Że nieustannie palec ssał.
Niegrzeczne dzieci z niego się śmiały:
"Panie Wincenty, czy pan jest mały?
Wszak to rozumie się samo przez się,
Że człowiek dorosły palca nie ssie,
Dziś niemowlęciu też każda niania
Ssać, proszę pana, palec zabrania,
A pan go ciągle ssie jak najęty.
Czy to wypada, panie Wincenty?"

       Sąsiad zdziwiony pytał się:
       "Czemu pan ciągle palec ssie?
Pan przecież palcem drapie się w głowę,
Palcem pan zwilża znaczki pocztowe,
Palcem pan dłubie w uchu, gdy trzeba,
Palcem pan kręci kuleczki z chleba,
Palcem pan w brydżu rozdaje karty,
Palcem pan sprawdza, czy kurz wytarty,
A potem palec pan do ust wkłada.
Panie Wincenty, czy to wypada?"

Stał pan Wincenty wielce zmieszany
I twarz odwracał nawet do ściany:
"Ach - wzdychał smutnie - wstyd mi szalenie,
To takie głupie przyzwyczajenie..."
I zawstydzony jak mały malec,
Wiecie, co robił? Do ust kładł palec.

Wyznam wam szczerze - na nic wykręty -
Ja też ssę palec jak pan Wincenty
I właśnie wiersz ten, co napisałem,
Po prostu z palca sobie wyssałem.



Z MOTYKĄ NA SŁOŃCE

Roch węgla od dawna pod piecem nie widział,
Już skończył się zapas, wyczerpał się przydział.

Więc Roch wpadł na pomysł: "Tak zimno w chałupie,
A słońce jest wielkie. Gdy okruch odłupię

I wrzucę do pieca, wystarczy mi ciepła,
By barszcz nie zamarzał i kasza nie krzepła."

Pomyślał i ruszył z motyką na słońce,
A słońce - wiadomo - jak ogień gorące.

Motyka już topić się z wolna zaczęła,
Lecz Roch nie ustawał, Roch wołał: - Do dzieła!

Do dzieła! Choć sobie czuprynę osmalę,
Wciąż będę motyką uderzał wytrwale

I choćby mnie słońce spaliło na popiół,
Nikt we wsi nie powie, żem swego nie dopiął!

To rzekłszy przygarnął dwie chmury deszczowe,
Z nich jedną położył, jak kompres na głowę,

A drugą wyżymał zwilżając ostrożnie
Motykę, jak zwilża się kurę na rożnie.

Bił w tarczę słoneczną, choć dręczył go upał,
Aż w końcu motyką okruszek odłupał.

Zawinął go w chmurę, jak w szmatkę wilgotną,
I podał czym prędzej Rochowej przez okno.

Rochowa okruszek do pieca wrzuciła,
Obrała ziemniaki i barszcz nastawiła.

Buzuje się okruch słoneczny na ruszcie,
A wy, jeśli chcecie, czyn Rocha powtórzcie.

Nauka zaś taka z wierszyka wynika,
Że może każdemu się przydać motyka.



ZAPAŁKA

Mówiła dumnie zapałka:
"Pokażcie takiego śmiałka,
Co w domu zadarłby ze mną,
Gdy nagle zrobi się ciemno.
Doprawdy, słońce jest niczym
Ze swym błyszczącym obliczem,
Bo tylko w dzień świecić może,
A ja zaś o każdej porze!"

       "To ci heca!" -
       Rzekła świeca.

Zapałka na to zuchwale:
"Gdy zechcę, świat cały spalę
I choć nie lubię się chwalić,
Potrafię Wisłę podpalić."
Po czym, po krótkim namyśle,
Skoczyła i znikła w Wiśle.
Tak się skończyły przechwałki
Zarozumiałej zapałki.

       "To ci heca!" -
       Rzekła świeca.



ZEGAREK

"Jak się zegarkowi powodzi?"
"Owszem, niczego, chodzi."
"Podobno spieszy się o trzy minuty?"
"Owszem. Jest trochę zepsuty."

Zegarek w duchu klnie,
       Bardzo mu to nie w smak,
Chciałby powiedzieć: "Nie!"
       A mówi: "Tak-tak, tak-tak, tak-tak."

"Pan jakoś dziś niewesoły?"
"Bo się spóźniłem do szkoły."
"Nie wiedział pan, która godzina?
Czyżby pękła sprężyna?"

Zegarek w duchu klnie,
       Bardzo mu to nie w smak,
Chciałby powiedzieć: "Nie!"
       A mówi: "Tak-tak, tak-tak, tak-tak."

"Jakiej to marki zegarek?"
"Ja nie wiem. Tyle jest marek..."
"To zwykła tandeta, panie,
Za chwilę na pewno stanie!"

Zegarek w duchu klnie,
       Bardzo mu to nie w smak,
Chciałby powiedzieć: "Nie!"
       A mówi: "Tak-tak, tak-tak, tak-tak."



ZERO

Toczyło się po drodze:
"Z drogi, gdy ja przechodzę!
Ja jestem sto tysięcy,
A może jeszcze więcej."

Folgując swej naturze,
Wołało: "Jestem duże!"

Pyszniło się przed światem,
Że takie jest pękate.

Mówili wszyscy z cicha:
"Ma brzuch, a brzuch to pycha."
I później się dopiero
Spostrzegli, że to zero.



ZIEWADŁO

Wyszedł Romek
Przed domek
Szukać w sadzie poziomek.
Znalazł jedną - zjadł,
Znalazł drugą - zjadł,
Sprzykrzył mu się sad,
Na kamieniu siadł
W cieniu drzewa
I ziewa,
I ziewa,
I ziewa.

- Oj, ziewadło, ziewadło,
Co cię dzisiaj napadło?

- A tak sobie poziewuję,
Bo dostałem aż trzy dwóje:
Pomyliłem rzekę Biebrzę,
Powiedziałem "koń" o zebrze,
Rozmawiałem na algebrze.
A gdy miewa się złe stopnie,
Wtedy ziewa się okropnie.

- Ze zmęczenia, proszę lenia?
- Ze zmęczenia, ze zmartwienia...

- Oj, ziewadło, ziewadło,
Wszystko spać się pokładło
I na ciebie też już czas.

- Czemu mnie pan tak pogania?
Ziewnę sobie jeszcze raz,
Będę piątkę miał z ziewania.



ZNAKI PRZESTANKOWE

       Prowadziły raz rozmowę
       Różne znaki przestankowe.
Rzekł dwukropek: "Mógłbym przysiąc,
Że tu jest dwukropków z tysiąc,
Bo beze mnie nie ma zdania..."
"A bez znaku zapytania?..."
       "Też pomysły - rzekł cudzysłów. -
       Śmiać się można z tych pomysłów,
       Bo kto czytał różne wiersze,
       Wie, że mam w nich miejsce pierwsze."
"O, przepraszam - rzekł przecinek -
Mógłbym wziąć to za przycinek,
Bez przecinka nie ma zdania..."
"A bez znaku zapytania?..."
       "Niezły komik, niezły zbytnik! -
       Zirytował się wykrzyknik. -
       Nie chcę chwalić się przed nikim,
       Ale jestem wykrzyknikiem!"
Myślnik leżąc milczał smutnie,
A tu średnik wdał się w kłótnię:
       "Jak ze wszystkich zdań wynika,
       Nie ma wiersza bez średnika,
       Bez średnika nie ma zdania..."
       "A bez znaku zapytania?..."
Kropka, słysząc te hałasy,
Sprowadziła dwa nawiasy:
"Cni panowie, zacne panie,
Zamykamy całe zdanie!
Koniec! Kropka! Odpoczynek!"
       "Znów przecinek!" -
       Rzekł przecinek.



ZOO

Matołek raz zwiedzał zoo
I wołał co chwila: "O-o!"
"Jaka brzydka papuga!"
"Żyrafa jest za długa!"
"Słoń za wysoki!"
"A po co komu te foki?"
"Zebra ma farbowane żebra!"
"Tygrys
Chętnie by mnie stąd wygryzł!"
"Na, a zajrzyjmy pod daszek:
Żółw - tuś, bratku, tuś!"
"A to? Ptaszek.
Niezły ptaszek -
Struś!"
Wreszcie zbliża się do wielbłąda,
Uważnie mu się przygląda
I powiada wskazując na niego przez kraty:
"Owszem, niezły. Niczego! Szkoda tylko, że garbaty!"

TYGRYS
"Co słychać, panie tygrysie?"
"A nic. Nudzi mi się."
"Czy chciałby pan wyjść zza tych krat?"
"Pewnie. Przynajmniej bym pana zjadł."

STRUŚ
Struś ze strachu
Ciągle głowę chowa w piachu,
Więc ma opinię mazgaja.
A nadto znosi jaja wielkości strusiego jaja.

PAPUGA
"Papużko, papużko,
Powiedz mi coś na uszko."
"Nic nie powiem, boś ty plotkarz,
Powtórzysz każdemu, kogo spotkasz."

LIS
Rudy ojciec, rudy dziadek,
Rudy ogon - to mój spadek,
A ja jestem rudy lis.
Ruszaj stąd, bo będę gryzł.

WILK
Powiem ci w słowach kilku,
Co myślę o tym wilku:
Gdyby nie był na obrazku,
Zaraz by cię zjadł, głuptasku.

ŻÓŁW
Żółw chciał pojechać koleją,
Lecz koleje nie tanieją.
Żółwiowi szkoda pieniędzy:
"Pójdę pieszo, będę prędzej."

ZEBRA
Czy ta zebra jest prawdziwa?
Czy to tak naprawdę bywa?
Czy też malarz z bożej łaski
Pomalował osła w paski?

KANGUR
"Jakie pan ma stopy duże,
Panie kangurze!"
"Wiadomo, dlatego kangury
W skarpetkach robią dziury."

ŻUBR
Pozwólcie przedstawić sobie:
Pan żubr we własnej osobie.
No, pokaż się, żubrze. Zróbże
Minę uprzejmą, żubrze.

DZIK
Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka.

RENIFER
Przyszły dwie panie do renifera.
Renifer na nie spoziera
I rzecze z galanterią: "Bardzo mi przyjemnie,
Że będą panie miały rękawiczki ze mnie."

MAŁPA
Małpy skaczą niedościgle,
Małpy robią małpie figle,
Niech pan spojrzy na pawiana:
Co za małpa, proszę pana!

KROKODYL
"Skąd ty jesteś, krokodylu?"
"Ja? Znad Nilu.
Wypuść mnie na kilka chwil,
To zawiozę cię nad Nil."

ŻYRAFA
Żyrafa tym głównie żyje,
Że w górę wyciąga szyję.
A ja zazdroszczę żyrafie,
Ja nie potrafię.

LEW
Lew ma, wiadomo, pazur lwi,
Lew sobie z wszystkich wrogów drwi.
Bo jak lew tylko ryknie,
To wróg natychmiast zniknie.

NIEDŹWIEDŹ
Proszę państwa, oto miś.
Miś jest bardzo grzeczny dziś,
Chętnie państwu łapę poda.
Nie chce podać? A to szkoda.

PANTERA
Pantera jest cała w cętki,
A przy tym ma bieg taki prędki,
Że chociaż tego nie lubi,
Biegnąc - własne cętki gubi.

SŁOŃ
Ten słoń nazywa się Bombi.
Ma trąbę, lecz na niej nie trąbi.
Dlaczego? Nie bądź ciekawy -
To jego prywatne sprawy.

WIELBŁĄD
Wielbłąd dźwiga swe dwa garby
Niczym dwa największe skarby
I jest w bardzo złym humorze,
Że trzeciego mieć nie może.



ZOO NA WESOŁO

(z Borisa Zachodera)

MAŁPY
- Niech każde z was, dziatki, się dowie,
Że wasi przodkowie
I nasi przodkowie
Razem chowali się
I na jednej gałęzi bujali się.
       A nas teraz pcha się do klatki.
       Czy tak się postępuje, dziatki?

PANTERA
- Po co pan ryczy
Na widok zdobyczy? -
       Rzekła do lwa pantera.
- Jedynie głupi,
Gdy kogoś łupi,
       Tak głośno się wydziera.

ŻUBR
Nie radzę nikomu
       Trzymać żubra w domu,
       Bo żubry niektóre
       Są bardzo ponure.

WĄŻ
Rzecz wiadoma: kto jest wąż,
Ten się musi czołgać wciąż.
       Ale to nie martwi nas,
       Bo stwierdzono wielokrotnie,
       Że kto czołga się jak płaz,
       Ten przynajmniej się nie potknie.

DZIK
Dzika
Każdy z nas unika,
Bo to bestia zła i dzika.
Lecz przyznajmy bez złorzeczeń,
Że z dzika jest pyszna pieczeń.
A więc nawet taka świnia
Też do czegoś się przyczynia.

ŻMIJA
Od dawna mnie omija
       Żmija.
A choć i ja omijam żmiję -
       Jakoś żyję.

WIELORYB
Moje dziecko, dobrze wiesz chyba,
Że wieloryb - choć to nie ryba -
Śpi w oceanie,
Je w oceanie,
Więc złóż mu za to podziękowanie.
Bo niech no wieloryb na ląd się wygrzebie,
To wtedy zabraknie miejsca dla ciebie.

NOSOROŻEC
Nosorożec - gbur złowrogi,
Nikomu nie zejdzie z drogi.
Całe szczęście, że przechodzień
Takich nie spotka co dzień.



ŻABA

       Pewna żaba
       Była słaba
Więc przychodzi do doktora
I powiada, że jest chora.

Doktor włożył okulary,
Bo już był cokolwiek stary,
Potem ją dokładnie zbadał,
No, i wreszcie tak powiada:

"Pani zanadto się poci,
Niech pani unika wilgoci,
Niech pani się czasem nie kąpie,
Niech pani nie siada przy pompie,
Niech pani deszczu unika,
Niech pani nie pływa w strumykach,
Niech pani wody nie pija,
Niech pani kałuże omija,
Niech pani nie myje się z rana,
Niech pani, pani kochana,
Na siebie chucha i dmucha,
Bo pani musi być sucha!"

Wraca żaba od doktora,
Myśli sobie: "Jestem chora,
A doktora chora słucha,
Mam być sucha - będę sucha!"

Leczyła się żaba, leczyła,
Suszyła się długo, suszyła,
Aż wyschła tak, że po troszku
Została z niej garstka proszku.

A doktor drapie się w ucho:
"Nie uszło jej to na sucho!"



ŻOŁĄDEK

Żarłoki mają złe zwyczaje,
A kto się na noc zbytnio naje,
Temu żołądek spać nie daje.

Ręce więc złoszczą się z początku:
"Ty nam nie dajesz spać, żołądku,
To jest, żołądku, nie w porządku!"

Niebawem głowa się odzywa:
"Na złych manierach ci nie zbywa,
Przez ciebie jestem nieszczęśliwa."

Po chwili krzyk podnoszą nogi:
"Chcemy już spać, żołądku drogi,
A ty zakłócasz sen nasz błogi."

Wątroba kwęka: "Pora nocna,
Już ze snu się wybiłam do cna,
A wszak nie jestem taka mocna."

Serce się tłucze coraz głośniej:
"Żołądku, miotasz się nieznośnie,
Przez ciebie moich snów nie dośnię!"

Oczy i usta jęczą z cicha,
Zgrzytają zęby, język prycha:
"Żołądku, dość już, dość, u licha!"

No a żołądek, płacząc prawie,
Wzdycha: "Cóż mogę rzec w tej sprawie?
Ja się nie bawię, tylko trawię,

A do strawienia mam, niestety,
Dwie bułki, masło, ser, kotlety,
Jeszcze daleko mi do mety..."

Żarłoki mają złe zwyczaje
I kto się na noc zbytnio naje,
Ten niewyspany potem wstaje.



ŻÓŁW

Najgłupszy nawet muł wie,
Jak powolne są żółwie.

Żeby żółwiowi dopiec,
Szydził zeń pewien chłopiec:

- Pan chodzi wprost pokracznie.
Niech się pan wprawiać zacznie!

Doprawdy, jak to można?
Istota czworonożna,

A ledwie się telepie!
Już ślimak chodzi lepiej!

Żółw żachnął się w skorupie:
- Też mi gadanie głupie!

Gdyby ci ktoś dla hecy
Władował dom na plecy,

Czy również w tym wypadku
Chodziłbyś szybko bratku?

To rzekłszy łypnął okiem
I odszedł żółwim krokiem.



ŻÓŁWIE I KROKODYLE

Żółwie i krokodyle
Mieszkają wspólnie nad Nilem,
Ale przy tym, najwyraźniej,
Są ze sobą w nieprzyjaźni,
       Bo krokodyl nie myśląc żyje znakomicie,
       A każdy żółw - to myśliciel.

Myślały tedy żółwie lat co najmniej dwieście,
No i wymyśliły wreszcie
Najmądrzejsze z żółwich dzieł:
       Nową pisownię
       Polegającą dosłownie
Na tym, że gdzie nie trzeba, tam pisze się "eł."
Odtąd każdy mądry żółw
Zamiast "rów", napisze "rółw",
"Zdrowa" u nich będzie - "zdrołwa",
"Krowa" u nich będzie - "krołwa",

"Cena" żółw napisze - "cełna",
Tak jak my piszemy - "wełna",
Do swych dzieci mówią żółwie:
"Ja ci mółwię, włóż obułwie!"

Zmian tych zaszło nie wiem ile,
Lecz gdy przyszły krokodyle
I ujrzały żółwie "eł-y"
Przekręconych różnych słów,
Najzwyczajniej "eł" połknęły
I nie piszą "żółw", lecz "żów."



ŻUK

Do biedronki przyszedł żuk,
W okieneczko puk-puk-puk.

Panieneczka widzi żuka:
"Czego pan tu u mnie szuka?"

Skoczył żuk jak polny konik,
Z galanterią zdjął melonik

I powiada: "Wstań, biedronko,
Wyjdź, biedronko, przyjdź na słonko.

Wezmę ciebie aż na łączkę
I poproszę o twą rączkę"

Oburzyła się biedronka:
"Niech pan tutaj się nie błąka,
Niech pan zmiata i nie lata,
       I zostawi lepiej mnie,
Bo ja jestem piegowata,
       A pan - nie!"

Powiedziała, co wiedziała,
I czym prędzej odleciała,

Poleciała, a wieczorem
Ślub już brała - z muchomorem,

Bo od środka aż po brzegi
Miał wspaniałe, wielkie piegi.

       Stąd nauka
       Jest dla żuka:
Żuk na żonę żuka szuka.

Piegi mieć - to także sztuka.



ŻURAW I CZAPLA

Przykro było żurawiowi,
Że samotnie ryby łowi.

Patrzy - czapla na wysepce
Wdzięcznie z błota wodę chłepce.

Rzecze do niej zachwycony:
"Piękna czaplo, szukam żony,

Będę kochał ciebie, wierz mi,
Więc czym prędzej się pobierzmy."

Czapla piórka swe poprawia:
"Nie chcę męża mieć żurawia!"

Poszedł żuraw obrażony.
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli sobie:
"Czy właściwie dobrze robię?

Skoro żuraw tak namawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

Pomyślała, poczłapała,
Do żurawia zapukała.

Żuraw łykał żurawinę,
Więc miał bardzo kwaśną minę.

"Przyszłam spełnić twe życzenie."
"Teraz ja się nie ożenię,

Niepotrzebnie pani papla,
Żegnam panią, pani czapla!"

Poszła czapla obrażona.
Żuraw myśli: "Co za żona!

Chyba pójdę i przeproszę..."
Włożył czapkę, wdział kalosze,

I do czapli znowu puka.
"Czego pan tu u mnie szuka?"

"Chcę się żenić." "Pan na męża?
Po co pan się nadweręża?

Szkoda było pańskiej drogi,
Drogi panie laskonogi!"

Poszedł żuraw obrażony,
"Trudno. Będę żył bez żony."

A już czapla myśli: "Szkoda,
Wszak nie jestem taka młoda,

Żuraw prośby wciąż ponawia,
Chyba wyjdę za żurawia!"

W piękne piórka się przybrała,
Do żurawia poczłapała.

Tak już chodzą lata długie,
Jedno chce - to nie chce drugie,

Chodzą wciąż tą samą drogą,
Ale pobrać się nie mogą.

 


<wiersze 2 | wiersze 10>

statystyka